Dzisiaj wielki dzień, który rozpoczął się egzaminem z wszystkiego co dotychczas było omawiane. Materiał całkiem spory, ale możecie być ze mnie dumni. 100 % poprawnych odpowiedzi! Jestem taka szczęśliwa, że gdybym była w normalnym kraju poszłabym na drinka, a tak napiłam się herbaty z cytryną Były też indywidualne rozmowy z naszą trenerką, jak nas ocenia, co powinno się poprawić itd.. Podobuje mi się. Dziś ostatnie już ćwiczenia w makiecie i serwowanie kanapek. Smaczne, choć połowę grupy po jedzeniu pokładowym bolą brzuchy. Ja zaopatrzona we wszystkie możliwe leki, jakoś się trzymam. Jutro dostaniemy nową księgę do nauki. Już się nie mogę doczekać :P
wtorek, 22 lutego 2011
niedziela, 20 lutego 2011
BEEF or CHICKEN ???
No i zaczęły się zajęcia praktyczne. Wreszcie coś kreatywnego i na pewno ciekawszego niż siedzenie w klasie z włączoną na maksa klimatyzacją. Praktyka trwała cztery dni i zaczynała się od serwowania drinów. Niby łatwe, a wcale się takie nie okazało. Najgorsze nauczyć się nazw, proporcji, kolejności przygotowywania koktajli i innych napoi. Zapamiętać do którego trzeba dać lód, gdzie nie, a gdzie zapytać czy łosie chcą czy nie chcą. Ogarnąć co gdzie stoi, w jakiej kolejności - nic nie może być przekręcone, pokręcone, zgięte, zagięte, a już nie daj Bóg, podane inaczej niż według ściśle określonych standardów. Nie ma mowy o odwróceniu logo czy podaniu nie tą ręką co trzeba. Jest do wkucia cała masa informacji, które nie zawsze chcą zaprzyjaźnić się z moimi szarymi komórkami.
Drineczki były dla mnie trochę stresujące. Jako amator alkoholowy pod każdym względem, miałam przygotować Bloody Mary i inne wymyślate, wysokoprocentowe trunki. W głowie jeden wielki miks, czy wszystko dobrze zapamiętałam i czy się nie pomylę. Ale po to tu jestem, żeby popełniać błędy, potem już nie będzie to mile widziane. Kolejne dni były stresujące, bo dochodziły nowe elementy. Serwowałyśmy śniadania i obiady, kodowałyśmy wszystkie możliwe opcje posiłków, który kontynent co dostaje, czemu tak a nie inaczej. Znowu stos informacji do wyrycia. Jak ma wyglądać wózek, co na nim, w nim itd. Zaczęło się też ocenianie przez naszą trenerkę, więc ciśnienie skoczyło i nie było osoby, która nie chciałaby tego zadania wykonać perfekcyjnie - choć każda z nas popełniała ciągle błędy.
Drineczki były dla mnie trochę stresujące. Jako amator alkoholowy pod każdym względem, miałam przygotować Bloody Mary i inne wymyślate, wysokoprocentowe trunki. W głowie jeden wielki miks, czy wszystko dobrze zapamiętałam i czy się nie pomylę. Ale po to tu jestem, żeby popełniać błędy, potem już nie będzie to mile widziane. Kolejne dni były stresujące, bo dochodziły nowe elementy. Serwowałyśmy śniadania i obiady, kodowałyśmy wszystkie możliwe opcje posiłków, który kontynent co dostaje, czemu tak a nie inaczej. Znowu stos informacji do wyrycia. Jak ma wyglądać wózek, co na nim, w nim itd. Zaczęło się też ocenianie przez naszą trenerkę, więc ciśnienie skoczyło i nie było osoby, która nie chciałaby tego zadania wykonać perfekcyjnie - choć każda z nas popełniała ciągle błędy.
sobota, 19 lutego 2011
PIĄTEK W VILLAGGIO
Wyruszyłam wczoraj z Ukrainkami na zakupy. Kawał drogi od naszego "damskiego akademika", ale taksówka miała włączony licznik, więc nie zapłaciłyśmy majątku. Centrum handlowe o fikuśnej nazwie Villaggio, robi wrażenie na pewno pod kątem wystroju i aranżacji wnętrza. Podobno miała tam być replika Wenecji, uliczki, gondole itd., no dobra gondole były może cztery, ale ni jak mi to przypominało Wenecji. Nazywanie korytka z wodą, Wenecją powinno być karane! No ale niech się beżowy naród cieszy. Przepłynięcie się sterowaną mechanicznie gondolą kosztuje 15 rijali, czyli jakieś 12 zł, pozwoliłam sobie z tej niepowtarzalnej okazji pływania łódką nie skorzystać.
W Villagio można znaleźć właściwie wszystko. Lodowisko, wesołe miasteczko, kino, kawiarnie, restauracje i sklepy światowych marek. Jest aleja dla bogatych gdzie błyszczą takie marki jak Gucci, Valentino, Dolce, Prada i wiele innych. Tam tłumów nie było, ale znowu dominują "anioły" i "super ninja". Reszta sklepów to w dużej mierze powtórka z rozrywki czyli Promod, Bershka, H&M, Pimkie, ALDO itd., asortyment identyczny jak w Polsce, więc z moich zakupów wielka klapa. Owszem zrobiłam zakupy: jabłko, masło, bagietkę, mydło i krem do depilacji włosów na rękach - 50 zł nie moje. Kasa leci nawet nie wiem kiedy. No ale za przyjemności trzeba płacić. Zmykam na szkolenie, dziś znowu egzamin. Trzymajcie kciuki.
W Villagio można znaleźć właściwie wszystko. Lodowisko, wesołe miasteczko, kino, kawiarnie, restauracje i sklepy światowych marek. Jest aleja dla bogatych gdzie błyszczą takie marki jak Gucci, Valentino, Dolce, Prada i wiele innych. Tam tłumów nie było, ale znowu dominują "anioły" i "super ninja". Reszta sklepów to w dużej mierze powtórka z rozrywki czyli Promod, Bershka, H&M, Pimkie, ALDO itd., asortyment identyczny jak w Polsce, więc z moich zakupów wielka klapa. Owszem zrobiłam zakupy: jabłko, masło, bagietkę, mydło i krem do depilacji włosów na rękach - 50 zł nie moje. Kasa leci nawet nie wiem kiedy. No ale za przyjemności trzeba płacić. Zmykam na szkolenie, dziś znowu egzamin. Trzymajcie kciuki.
piątek, 18 lutego 2011
BOGACI RIJALI NIE LICZĄ
Ostatnio na szkoleniu, powiedzieli nam, że Qatar to drugie w kolejności, najbogatsze państwo świata. No fakt, zasobów ropy wystarczy nawet na "euro" za pięćset lat. Na ulicach, w centrach handlowych widać, że na brak gotówki, przynajmniej miejscowi nie narzekają. Wypasione fury, w 80 % białe, rzadko czarne, podobno ze względu na pogodę w lecie. Ogromne wozy, których mogą pozazdrościć nawet amerykańscy raperzy, zachwycają, jeszcze bardziej gdy wysiada z nich Arab ubrany w białą disz-daszę. Postaram się po kryjomu zrobić kilka zdjęć, to zobaczycie jak się wożą białe anioły w arafatkach na głowach.
Oprócz tego, że jest przepych jest też czysto. Za rzucenie papierka, zdeptanie przydrożnego kwiatka, za wszystkie wykroczenia jest kara. Nie chcę tu wymyślać co, bo nie pamiętam, ale płazem to nie uchodzi. Krótko przystrzyżona trawa, ścieżki na wieczorne spacery, szaleństwo na drogach i masa wypadków. Nikt nie przestrzega przepisów, a jak spowoduje wypadek to się czasem nawet nie zatrzyma. Wiele razy słyszałam, że Qatarczycy są nie uprzejmi, złośliwi i generalnie lepiej trzymać się od nich z daleka. Czy tacy faktycznie są trudno powiedzieć, bo rodowitych Qatarczyków widziałam na souku z żonami typu mega ninją, gromadą dzieci i kilkoma niańkami, przeważnie z Filipin,Chin i Indii. Nie są przyjaźnie nastawieni, przynajmniej sprawiają takie wrażenie.
Śpiąc na pieniądzach, w willach o kilku bramach i murach, których nawet supermen by nie przeskoczył, rozmyślają gdzie by tu znowu zainwestować. W sklepach ceny są po prostu przesadnie wysokie. Najdroższe jest chyba jadło. Nie ma produktów, które są w cenie umiarkowanej, wszystkie zwalają z nóg i ma się ochotę przejść na dietę pt."suchy chleb". Ale jak już zacznę latać, nie będę tu spędzała wiele czasu. A kuchnie świata są przecież takie pyszne.
Oprócz tego, że jest przepych jest też czysto. Za rzucenie papierka, zdeptanie przydrożnego kwiatka, za wszystkie wykroczenia jest kara. Nie chcę tu wymyślać co, bo nie pamiętam, ale płazem to nie uchodzi. Krótko przystrzyżona trawa, ścieżki na wieczorne spacery, szaleństwo na drogach i masa wypadków. Nikt nie przestrzega przepisów, a jak spowoduje wypadek to się czasem nawet nie zatrzyma. Wiele razy słyszałam, że Qatarczycy są nie uprzejmi, złośliwi i generalnie lepiej trzymać się od nich z daleka. Czy tacy faktycznie są trudno powiedzieć, bo rodowitych Qatarczyków widziałam na souku z żonami typu mega ninją, gromadą dzieci i kilkoma niańkami, przeważnie z Filipin,Chin i Indii. Nie są przyjaźnie nastawieni, przynajmniej sprawiają takie wrażenie.
Śpiąc na pieniądzach, w willach o kilku bramach i murach, których nawet supermen by nie przeskoczył, rozmyślają gdzie by tu znowu zainwestować. W sklepach ceny są po prostu przesadnie wysokie. Najdroższe jest chyba jadło. Nie ma produktów, które są w cenie umiarkowanej, wszystkie zwalają z nóg i ma się ochotę przejść na dietę pt."suchy chleb". Ale jak już zacznę latać, nie będę tu spędzała wiele czasu. A kuchnie świata są przecież takie pyszne.
czwartek, 17 lutego 2011
NEWSY Z DOHA
To już prawie dwa tygodnie mojego pobytu w Arabowie, o wiele bardziej arabskim niż myślałam. To nie zaśmiecony Egipt, gdzie Panie z różnych krain opalają się topless i randkują z miejscowymi lovelasami. To nie Tunezja, gdzie tysiące żółtych rozklekotanych taksówek, trąbi kilkadziesiąt razy na minutę. Qatar nie przypomina nawet Dubaju, gdzie spokojnie można ubrać szorty, top na ramiączkach i robić wycieczki po klubach. Życie w Doha, to zupełnie inny świat, dla jednych kosmos, dla drugich coś co trzeba wziąć na klatę i zaakceptować, bo panujących tu zasad się nie zmieni.
Koszulka musi zakrywać ramiona, spódnica kolana a najlepiej jakby się w worek odziać i szmatę na głowę założyć. Samochodem można jeździć i owszem, ale bez brata, ojca, wuja, zbója ani rusz. Za całowanie na ulicy, trzymanie za rękę bez ślubu i takie takie, idzie się do więźnia. Ja i bez tego, czuję się jak w prison break, a to dopiero początek. Żadnego wychodzenia po 22-giej. Trzeba pipnąć kartę, za każdym razem gdy się wchodzi i wychodzi. Nie ma wolności, a jak komuś się nie podoba, bilet do domu drukują błyskawicznie. Człowiek zmienia szybko tok myślenia, przestawia się na dyscyplinę, naukę i wieczny, niekończący się grooming. Podkład, puder, róż, maskara, widoczna z kilometra pomadka i włosy spięte w odpowiadający standardom sposób. Kolczyki, ilość wsuwek, spinek, kolor paznokci, wygląd, a jak a siak, szczegółowo opisane jest w książce przypominającej wielkością słownik PWN.
Moja grupa zaczyna naukę po południu, więc po 18 już nie kontaktuję, ale za to można się rano wyspać. Jak zawsze są plusy i minusy. Wracam późno, jem coś co napotkam w lodówce i kładę się spać. Rzadko jest czas na przyjemności, a właściwie w ogóle go nie ma. Mam na szczęście wannę, więc moje stresy odchodzą w zapomnienie po kąpieli z bąbelkami. Na szkoleniu, wiele nowych pojęć, specjalistycznych słówek, masa rzeczy do zapamiętania i wbicia do głowy jak pacierz. Początki nie były wesołe, ale powoli zaczynam rozkminiać o co chodzi. Mam grupę w większości europejską, ale wśród nich dziewczyny z Meksyku, Kostaryki, Salvadoru, Chin i Australii. Do wyboru do koloru. Trzeba nawiązać bliższe znajomości, żeby mieć gdzie na wakacje później jeździć.
Jutro wolne z czego się niezmiernie cieszę, jedziemy z dziewczynami do centrum handlowego na zakupy. Jest tam podobno podróbka Wenecji, no ciekawa jestem co to będzie za Wenecja po arabsku. Może wreszcie kupię sobie coś ładnego, a może popływam gondolą?
Koszulka musi zakrywać ramiona, spódnica kolana a najlepiej jakby się w worek odziać i szmatę na głowę założyć. Samochodem można jeździć i owszem, ale bez brata, ojca, wuja, zbója ani rusz. Za całowanie na ulicy, trzymanie za rękę bez ślubu i takie takie, idzie się do więźnia. Ja i bez tego, czuję się jak w prison break, a to dopiero początek. Żadnego wychodzenia po 22-giej. Trzeba pipnąć kartę, za każdym razem gdy się wchodzi i wychodzi. Nie ma wolności, a jak komuś się nie podoba, bilet do domu drukują błyskawicznie. Człowiek zmienia szybko tok myślenia, przestawia się na dyscyplinę, naukę i wieczny, niekończący się grooming. Podkład, puder, róż, maskara, widoczna z kilometra pomadka i włosy spięte w odpowiadający standardom sposób. Kolczyki, ilość wsuwek, spinek, kolor paznokci, wygląd, a jak a siak, szczegółowo opisane jest w książce przypominającej wielkością słownik PWN.
Moja grupa zaczyna naukę po południu, więc po 18 już nie kontaktuję, ale za to można się rano wyspać. Jak zawsze są plusy i minusy. Wracam późno, jem coś co napotkam w lodówce i kładę się spać. Rzadko jest czas na przyjemności, a właściwie w ogóle go nie ma. Mam na szczęście wannę, więc moje stresy odchodzą w zapomnienie po kąpieli z bąbelkami. Na szkoleniu, wiele nowych pojęć, specjalistycznych słówek, masa rzeczy do zapamiętania i wbicia do głowy jak pacierz. Początki nie były wesołe, ale powoli zaczynam rozkminiać o co chodzi. Mam grupę w większości europejską, ale wśród nich dziewczyny z Meksyku, Kostaryki, Salvadoru, Chin i Australii. Do wyboru do koloru. Trzeba nawiązać bliższe znajomości, żeby mieć gdzie na wakacje później jeździć.
Jutro wolne z czego się niezmiernie cieszę, jedziemy z dziewczynami do centrum handlowego na zakupy. Jest tam podobno podróbka Wenecji, no ciekawa jestem co to będzie za Wenecja po arabsku. Może wreszcie kupię sobie coś ładnego, a może popływam gondolą?
NARESZCIE !!!
Podłączyli neta, będę dostępna częściej i więcej nowych postów się pojawi. Za dwie godziny mam egzamin i jeszcze nic nie umiem. Bosko..Chyba zrobię ściągi a jutro będę nadrabiać zaległości. Przesyłam trochę słońca z arabskiej krainy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)